sobota

Zaczęło się od bólu głowy. Potem śnił mi się niedźwiedź. Widziałem go już wcześniej, leżał w kącie pokoju, pod drzwiami, jakby pilnował. Był tu zanim poszedłem się położyć. Jeśli snem można nazwać wywrócenie całkiem na wierzch boleśnie lewej strony, nieustanne odwracanie głowy od światła bladej latarni za oknem, czy kąpiel w przejrzystej rwącej rzece z kudłatym potworem, a potem noszenie go na rękach, to w jedną, to w drugą stronę. Teraz dudni w uszach, czasami tak dudni. Na co dzień omijam podnieconych hałasem, wobec nich nieruchomieję. Lama Ole Nydahl nazwał to, co się dzieje, w naszych umysłach "nieustanną spontaniczną grą przestrzeni z całym jej bogactwem". Lama Ole zanim stał się buddyjskim mnichem, pałętał się po ulicach Kopenhagi z kolegami i wgniatał rynny czołem, składając na nich tak zwany "duński pocałunek". Tej nocy też mnie ktoś musiał pocałować.Czuję, że przeciekam, nie zmieniłem się w Księcia, ani w Królewnę.Tylko boli.

3 komentarze:

  1. Problem zaczyna się dopiero wtedy ,kiedy przestaje boleć .

    OdpowiedzUsuń

:)